poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 17 "Przepraszam..."

Życie we dwoje wprowadza pewną systematyczność. 

Coś co się nie zmieni, będzie już na zawsze...

Miłego czytania ;3


***/Levi

Skupiłem się by ukryć przed nim prawdę. Być może za bardzo. Czuł, że coś jest nie tak....
- Levi wszystko w porządku? Mam wrażenie, że od rozmowy z Erwinem nie jesteś sobą... - przytulił się do moich pleców

Myślałem, że dam radę. Chciałem.
- Eren wiesz, że są sprawy, o których nie masz nawet pojęcia... 
Ostatnio jak zauważyłeś zdarzyło się dużo.
 ZA DUŻO. Jednak jest coś co muszę ci powiedzieć. Coś ważnego. - odsunął się u usiadł na łóżku.

- Słucham. O co chodzi? 
Twój ojciec Eren... Doktor Jeager żyje i prawdopodobnie jest po stronie naszego wroga. - widziałem w jego oczach przerażenie.
- Mój ojciec żyje?! 
- Jest jeszcze coś... 
On również podjął się stworzenia własnej mocy zamiany w tytana. 

- Jak to jest możliwe?! 
Jak! - był bardzo niespokojny... - Czy jeszcze coś przede mną ukrywasz? I w ogóle... Od kiedy ty to wszystkie wiesz?!
- Erwin mi powiedział, kiedy wyszedłeś z pokoju...
Ej! EREN! - zrzucił wazon ze stołu i trzasnął drzwiami. 

Wyszedł.

Wiem gdzie. 
Zawsze szedł do niej, gdy był w takim stanie.

***/Eren

- Mikasa?
- Eren? Wszystko dobrze? Nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? Jesteś głodny? A może chcesz się czegoś napić? 
- Ech... Właściwie to przyszedłem pogadać.
- Wchodź śmiało. Armin jest w salonie. - salon wydawał się taki znajomy... Tyle zdjęć z naszego dzieciństwa. 

Ona zawsze miała sentyment do takich rzeczy.

- Chyba mam wam wiele do powiedzenia... Zacznijmy od najważniejszego. 
Jak już pewnie wiecie mam zdolność zamiany w...
- W tytana. Nie męcz się, wiemy już o wszystkim. - blondyn przyjaźnie się uśmiechnął.
- Powiadomili tylko tych co zdali... 
Oczywiście oddział twojego kochasia też wie o wszystkim. - wiem dobrze, że za Levim nie przepada, ale może sobie darować... 

To moja sprawa kogo kocham.

- Dobrze, to przejdę to sedna. 
Mikasa nasz ojciec prawdopodobnie żyje. 
Jest po stronie wroga.
- I pewnie chce stworzyć kolejną moc tytana... Przecież to nielogiczne. Wujek zaginął... - Armin wszystko zaczął sobie układać. Inteligencji nigdy mu nie brakowało.

-  Hm...
Swoją drogą Eren, co się u ciebie działo przez kilka ostatnich dni? Zostaliśmy przeniesieni do innego dystryktu, gdyż startujemy do Zwiadowców. - wszystko już rozumiem. 
Levi wychodził załatwiać jakieś sprawy z kadetami. 
Odsunął ode mnie moich bliskich, 
żeby mogli skupić się na treningach...

- Mieszkam teraz u Leviego, a poza tym co wiecie niewiele więcej się zmieniło... - rozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym postanowiłem wrócić do domu. 

Muszę GO przeprosić.

***/Levi

Wiem, że wróci. 
Zawsze wracał.

Położyłem się na łóżku. Ja też muszę kiedyś odpocząć. 
Nagle ktoś otworzył drzwi do sypialni. Pewnie to Eren. 
Uśmiechnąłem się i udałem, że śpię....

- Przepraszam cię Levi. - pocałował mnie w czoło, następnie położył się  obok mnie, obejmując moją klatkę piersiową.
- A to nie ja powinienem przepraszać?
- EEE?! Heichou to ty nie śpisz?!

- Jak widzisz nie. I nie myśl, że ty też dzisiaj pójdziesz spać. - przewróciłem go na plecy opierając się o jego ramiona.

Pocałowałem jego różane usta.

My też musimy się czasem zrelaksować.

Zanim powrócimy do szarej codzienności pełnej problemów...



7 komentarzy :

  1. Te opowiadanie jest piękne ... Szybko pisz następny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy rozdział w każdy poniedziałek :)
      dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
    2. :) co poniedziałek spodziewaj się moich komentarzy *-*

      Usuń